Dom po Józefie L.
wtorek, 7 grudnia 2021
Przedwłaścicielka
Niby przyszłe kupno pewne, ale póki umowa niepodpisana, pewność jest jednakowoż niepewna. Czyli stan zawieszenia przedwłaścicielskiego - mam klucze, mogę dowolnie zaglądać, porządkować itp. - z drugiej strony - czemu inwestować czas, wysiłek i środki w coś, co absolutnie pewne nie jest? Twardy orzech do zgryzienia.
Postanowiłam, że postaram się oczyścić trochę podwórko z samosiejek, zrobię inwentaryzację pomieszczeń i plan zgrubny przyszłych robót. Państwo Miejscy, którzy maja dwa piękne konie, będą trzymać w stodole siano, wykosili w zamian dojazd do niej, poprzednia właścicielka nie miała nic przeciwko temu - tym bardzie ja, która im wiele zawdzięczam.
Przed domem optymistycznie, zajrzyjmy do środka. Moja przyszła rezydencja ma tradycyjną budowę wiejskiego domu, nie znam jego historii, nie wiem nawet ile ma lat, ale widać wyrażnie, że był przebudowywany, rozbudowywany, remontowany. Na przestrzal biegnie sień, po jej obu stronach symetrycznie znajdują się po dwa, z grubsza kwadratowe, ustawne pokoje. Korytarz i dwa pomieszczenia z lewej strony, patrząc od strony wejścia, są podpiwniczone.
pierwsza z prawej jest moja przyszła pracownia (nazywam pomieszczenia dla łatwiejszej późniejszej orientacji). A w pracowni sporo mebli, opróżnionych przez gorliwych niezrzeszonych poszukiwaczy skarbów - łupy chyba nie były zadowałające, bo pozostały nietknięte, zalegając podłogę:
poniedziałek, 6 grudnia 2021
Kupiony i co dalej
Transakcja została zawarta w wrześniu 2019. Oględziny nieruchomości z bratem złotą rączką nie były bardzo optymistyczne - wprawdzie przyznał, że jak na niezamieszkały od tak dawna, to dom jest w niezłym stanie technicznym, ale zaraz potem dodał z ciężkim westchnieniem - no jakby mieć dwadzieścia lat mniej i ze sto tysięcy wolnych pieniędzy, to możnaby myśleć.
Zamnysł był następujący - robię ile się da własnymi siłami, on mi dopomoże w miarę wolnego czasu, którego ma niewiele, resztę niestety muszą zrobić jacyś zewnętrzni fachowcy. Nic nie musi być nowe, piękne, nowoczesne, postaram się odnowić stare stolarki, wydzielić jakoś w podpiwniczonej części maleńką łazienkę i niewielką kuchnię - w końcu mam tu mieszkać sama, na co mi większe zbytki.
Potem się wprowadzić, gdy będzie kuchnia i łazienka i krok po kroku robić wszystko od postaw - renowacja podłóg, stolarki, wycinanie krzaczorów i samosiejek klonów, powolne planowanie ogrodu.
Los już wtedy się śmiał z tych planów, i powinnam to była dostrzec u notariusza. Przy podpisywaniu aktu notarialnego nie umiałam zogniskować wzroku i uzyskać ostrości. Udało się jednak i zostałam właścicielką pierwszej w życiu całkiem mojej nieruchomości z uregulowanym stanem prawnym.
Wiosna i lato - miałam już klucze i mogłam odwiedzać dowolnie posiadłość - pokazały dobitnie stan zapuszczenia domu i działki. W środku ciemno i chłodno jak w grobie, mimo słońca na zewnątrz, bo dom jest dokładnie ocieniony z każdej możliwej strony!
sobota, 4 grudnia 2021
Przeczucie
To był fatalny Sylwester. 2018. Katastrofalne napięcie, kompletna niemoc i rozpacz. Rozwód już w głowie przesądzony, jeszcze ostatnia wizyta u adwokata, żeby się upewnić i dowiedzieć, jakie formalne kroki będą potrzebne, ale rozpacz i niemoc, bo co dalej? Gdzie mieszkać, gdzie się wynieść, za co, kiedy do podziału tylko długi?
I zgadało się z Miejskimi, że jest dom. Stary, zarośnięty, bo niezamieszkały od lat blisko 12. I może by się dowiedzieć co i jak. Tak się stało.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że widać go z ulicy tylko dzięki temu, że narosłe samosiewki klonów nie mają liści, i że dlatego też tylko w domu jest jasno i cokolwiek widać. Był licznik prądu, ale bez prądu, była woda, ale tylko w postaci zardzewiałej na amen rury w piwnicy. W środku stan po włamaniu i imprezach anonimowych imprezowiczów. Zatęchle stare meble, zapleśniałe pościele, poszarpane drzwi bez klamek, nieotwierające się stare skrzynkowe okna, wpółzeżarte przez spuszczele albo kołatki, stare gumoleum na spleśniałych deskach, wybebeszone szafy i szafki, walające się wszędzie stare graty i łachy, zbutwiałe fragmenty podłogi.
piątek, 3 grudnia 2021
Zawsze musi być jakiś początek
Mój jest taki prosty i prymitywny - ratując swoje zdrowie psychiczne - rozwiodłam się. Nie obwinianie kogokolwiek jest jednak przedmiotem tych wynurzeń, a fakt, że z braku stosownej bezwzględności okazało się, że nie mam ani pieniędzy, ani się gdzie wyprowadzić.
Splot niewiarygodnych zbiegów okoliczności, całe wieloletnie łańcuchy cudzej życzliwości, marzeń, umiejętności i dobroci umożliwiły mi kupno domu. Domu bez kuchni, łazienki, kanalizacji jakiejkolwiek, z przerdzewiałymi wiekowymi przyłączami wody i prądu, domu do kompletnego remontu. Ponad dwa lata minęły i z każdym oczyszczonym metrem podłogi, przeciągniętym kablem, wyciętym krzakiem widzę, jak ZAPOMINAM.
I tę drogę chcę ocalić od zapomnienia, dla siebie i dla każdego, kto tu zbłąka.
W moim domu 13 lat temu żył samotnie i zmarł stary Józef. Józef L.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)