sobota, 4 grudnia 2021

Przeczucie

To był fatalny Sylwester. 2018. Katastrofalne napięcie, kompletna niemoc i rozpacz. Rozwód już w głowie przesądzony, jeszcze ostatnia wizyta u adwokata, żeby się upewnić i dowiedzieć, jakie formalne kroki będą potrzebne, ale rozpacz i niemoc, bo co dalej? Gdzie mieszkać, gdzie się wynieść, za co, kiedy do podziału tylko długi? I zgadało się z Miejskimi, że jest dom. Stary, zarośnięty, bo niezamieszkały od lat blisko 12. I może by się dowiedzieć co i jak. Tak się stało. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że widać go z ulicy tylko dzięki temu, że narosłe samosiewki klonów nie mają liści, i że dlatego też tylko w domu jest jasno i cokolwiek widać. Był licznik prądu, ale bez prądu, była woda, ale tylko w postaci zardzewiałej na amen rury w piwnicy. W środku stan po włamaniu i imprezach anonimowych imprezowiczów. Zatęchle stare meble, zapleśniałe pościele, poszarpane drzwi bez klamek, nieotwierające się stare skrzynkowe okna, wpółzeżarte przez spuszczele albo kołatki, stare gumoleum na spleśniałych deskach, wybebeszone szafy i szafki, walające się wszędzie stare graty i łachy, zbutwiałe fragmenty podłogi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz